Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 090 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

O tym, jak wszyscy szukali mojego Flaminga

poniedziałek, 09 stycznia 2012 12:37

 

Trochę nawiązując do poprzedniego wpisu, a trochę do porządków, które ostatnio robiłam w pokoju, pragnę oświadczyć, że uwielbiam pluszaki, tych, którzy je robią i tych, którzy wpadli na pomysł, by je robić. W tej chwili uważam pluszaka za największy wynalazek ludzkości (zaraz po kole).

Co do wyżej wspomnianych porządków… Cierpię na okropną alergię na kurz (to chyba najgłupszy rodzaj alergii – kurzu nie można unikać, nie można się go pozbyć, odczulanie jest niewiarygodnie czasochłonne, długotrwałe i do tego w większości przypadków nieskuteczne). Z tego powodu muszę przywiązywać wielką wagę do odkurzania pokoju. A najwięcej tego zdradzieckiego osadu gromadzi się w ogromnej stercie pluszowych zwierzaków znajdującej się na moim regale. Teoretycznie powinnam się ich pozbyć – mają już x lat, nie są mi potrzebne, a przez nie, ilekroć sięgam po coś z wyższych półek regału, dopada mnie niepohamowany atak kichania. Ale nie potrafię ich wyrzucić, wydać, a nawet znieść do piwnicy… Bo za każdym razem, gdy biorę je do rąk, odbywam bezcenną podróż w czasie.

Wyczyszczenie takiej kupy maskotek jest ogromnie pracochłonne. Dzięki temu mam dość czasu, by każdej się przyjrzeć i wraz ze wspomnieniami przenieść się w inne miejsce, w inny rok. Trzepię przyjemną w dotyku sierść wypełnionej czymś w rodzaju piasku Żyrafy. Przypomina mi się, jak wypatrzyłam ją w sklepie i błagałam rodziców przez wiele dni, by mi ją kupili. Jak mając może pięć lat niechcący wylałam na nią całą miskę płatków z mlekiem, bo uparłam się, że gdy jem, Żyrafa ma siedzieć naprzeciw mnie na stole. Biorę w ręce wyblakłego, różowego i baaaardzo starego Flaminga, który zawsze przy potrząsaniu wydaje przezabawny dźwięk podobny do odgłosów wydawanych przez prawdziwe flamingi. Pamiętam, jak kiedyś dzień w dzień brałam go ze sobą do przedszkola. Raz nawet, tuż przed porą leżakowania, gdzieś go zgubiłam. Zrozpaczona szukałam mojej maskotki po całej sali, podczas gdy inne dzieci już kładły się do łóżek. W szukanie zaangażowałam oczywiście wszystkie opiekunki oraz znaczną część moich kolegów i koleżanek. W końcu okazało się, że jakaś dziewczynka wzięła go, bo myślała, że to jej pluszowy prosiaczek. :) Kolejną oglądaną przez mnie zabawką jest sporych rozmiarów Mops. Nie pamiętam, kiedy go dostałam, ale był ze mną chyba już jak uczyłam się chodzić. Ma tak ponurą mordę, że od samego patrzenia na niego zawsze robiło mi się smutno. A jak jeszcze mama mówiła mi, że Mopsikowi jest przykro, bo nie chcę go przytulać, to byłam bliska płaczu. No i jest jeszcze Stonoga. Mama twierdzi, że dostałam ją niedługo po tym, jak zostałam ochrzczona. To bardzo prawdopodobne, bo odkąd tylko pamiętam, Stonoga zawsze była. Długa, pomarańczowa, z ośmioma parami kolorowych nóg, dwoma sterczącymi czułkami i różową głową ozdobioną niezwykle pociesznym uśmiechem. Jak chyba każdy, mam kilka niewyraźnych urywków wspomnień z bardzo wczesnego dzieciństwa. W jednym z nich siedzę na łóżku i próbuję doczołgać się do leżącej tuż obok mnie Stonogi. Odległość wydaje się niewielka, ale byłam wówczas w etapie przemieszczania się za pomocą mało efektywnego przesuwania pupy po podłożu, więc dotarcie do zabawki stanowiło nie lada wyzwanie. Nie potrafiłam nawet raczkować (ponoć nigdy nie nauczyłam się raczkować. Przesuwałam się na pupie aż do 13 miesiąca życia, kiedy to nauczyłam się chodzić).

I jak tu nie darzyć pluszaków sentymentem? Jak można dziwić się, że nie chcę się ich pozbyć? Związane z nimi historie są dla mnie dużo prawdziwsze i trwalsze niż fotografie. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

W Święta bawiłam się misiem

środa, 04 stycznia 2012 20:11

 

W listopadzie zeszłego roku (dokładnie 25.11) był Światowy Dzień Pluszowego Misia. W klasie postanowiliśmy z tej okazji obdarować się niewielkimi pluszakami. Zorganizowaliśmy losowanie i każdy miał za zadanie dać misia osobie, której imię pojawiło się na wylosowanej przez niego karteczce. Pomysł okazał się bardzo dobry – ofiarowywanie i otrzymywanie tak dobrze znanych nam z wczesnego dzieciństwa zabawek było niezwykle miłe.

            No właśnie, czy znanych? Klasową akcję przeprowadziliśmy na religii. Ksiądz całą lekcję obserwował nas i wypisywał na tablicy, co robimy z pluszakami. Oto część wymienionych przez kapłana czasowników:

- podrzuca

- rozbiera

- przytula

- rzuca

- odgrywa scenki

- udaje pojazd

- chowa

- karmi

- usypia

            A potem na tablicy pojawiło się zdanie: „Może naprawdę dojrzały jest ten, kto traktuje misia jak dziecko?”

            Już wcześniej słyszałam, że to, w jaki sposób, będąc małymi dziećmi, bawimy się z misiem, bardzo wiele o nas świadczy. Próbowałam przypomnieć sobie, jak ja, we wczesnych latach dzieciństwa, traktowałam tego tak wiele znaczącego pluszaka. I wówczas zdałam sobie sprawę, że… nigdy nie miałam misia. Bawiłam się pluszową łasicą, żyrafą, flamingiem, kotkiem… Ale nie misiem.

            W tym momencie zrobiło mi się trochę smutno. Tak, wiem, to wyjątkowo błahy powód do smucenia się, ale miałam takie wrażenie, jakby moja rola dziecka nie była do końca spełniona.

            Pierwszy raz od nie wiem jak dawna, będąc w sklepie, nie rozglądałam się ani za ubraniami, ani za książkami, lecz za pluszakami. Miałam ochotę przytulać je wszystkie. Chciałam je tulić i chciałam, by mnie ktoś tulił i kochał tak, jak małe dzieci kochają swe misie.

            Nadszedł 6 grudnia – Mikołajki. Jeszcze chyba nigdy aż tak nie cieszyłam się z prezentów! Dostałam dwa pluszowe misie – jednego od mamy, drugiego od taty. Moje pierwsze misie w życiu! Ile radości może sprawić pozornie mało wyszukany upominek. ;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

By jedno prowadziło, a drugie nas myliło

czwartek, 22 grudnia 2011 8:51

 

Z góry przepraszam za błędy i marny styl. Spieszę się, za kilka minut wyjeżdżam do Austrii….

 

Nie ma chyba osoby, która oglądając ostatnio telewizję nie zwróciłaby uwagi na charakterystyczną z sercem i rozumem w roli głównej. Podbiła ona serca (i rozumy) widzów.

W zeszły piątek i sobotę byłam na biwaku harcerskim. Spotkanie ogromnie mi się podobało, ale przez cały spędzony tam czas zastanawiałam się, czy lepiej pozwolić, by kierowały mną emocje, czy trzymać je na smyczy rozsądku? Iść za głosem serca było by cudownie, ale rozum podpowiada – co z konsekwencjami? I tak przez cały biwak…

Chyba zazwyczaj kieruję się rozumem – jak wiem, że powinnam coś zrobić, robię to. I powstrzymuję się od tego, co ryzykowne. Kilka razy zdecydowałam się jednak pokierować sercem. W jednym, najbardziej niepewnym przypadku, popełniłam potworny błąd. Jednak myśląc o tym z perspektywy czasu – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

To co, serce czy rozum? Stwórca dał ludziom jedno i drugie, zapewne po to, alby obu słuchali. Albo byśmy gonili za jednym i byli myleni przez drugie.

Ryzykować, by potem pozbywać się piętrzącej się góry problemów? A może po to, by cieszyć nie tylko siebie, ale kogoś jeszcze?

Paulo Coelho, którego znów pozwolę sobie zacytować, powiedział: „Emocje są jak dzikie konie”. A dzikość i wolność tak nas pociągają…

To by było na tyle. Życzę wszystkim wesołych świąt!! (nawet tym, którzy zarzekają się, że świąt nie lubią i nie obchodzą ;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  536 356  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Na chwilę obecną mam 14 lat – wiek zbuntowanej, przemądrzałej i pyskatej nastolatki. Pisanie jest moją pasją, tak samo jak taniec, więc dużo piszę i czytam by uczyć się pisać ;) Raz wychodzi lepiej, raz gorzej. Mam nadzieję że mimo to Wam się spodoba.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 536356

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl